kredyty hipoteczne

28.09.2016 09:59

Jeśli na zakupy, to do Turcji

Piątkowa decyzja Moody's o obcięciu ratingu Turcji z Baa3 do Ba1 spowodowała spore zamieszanie na rynkach. To już bowiem druga agencja ratingowa po S&P, która przyznała temu krajowi rating poniżej inwestycyjnego. Średni rating Turcji uważany jest więc obecnie za "śmieciowy".

Niesie to konkretne konsekwencje dla rynku kapitałowego, a zwłaszcza dla Turcji. Po pierwsze, papiery wartościowe tego kraju nie mogą znajdować się w portfelach funduszy o zapisach statutowych ograniczających inwestycje do ratingu inwestycyjnego. Baza nabywców zmienia się więc na stałe. Ponadto będziemy obserwować krótkoterminowy wzrost podaży na rynku długu i akcji.

Prawda jest taka, że już od czasu puczu papiery tureckie były traktowane w obrocie jako dług śmieciowy. Rating Moody's może mieć jednak wpływ na kilka istotnych aspektów sytuacji tureckiej. Przejściowo najbardziej może ucierpieć wzrost gospodarczy Turcji, a z uwagi na droższe finansowanie zewnętrzne, również deficyt budżetu państwa. Mogą pogorszyć się również wyniki finansowe korporacji, zwłaszcza z sektora bankowego.

Ten "w gruncie rzeczy przewidywany przez rynki scenariusz" powoduje, że dla części inwestorów wczorajsza przecena tureckich papierów jest okazją do zakupów. Poniedziałkowa aukcja obligacji 10 letnich cieszyła się największym od 2 lat popytem na papiery rządu tureckiego. Dzisiaj rentowność 10 letnich papierów tureckich jest ponad dwukrotnie wyższa od średniej rentowności obligacji rządowych krajów Emerging Markets. W takiej sytuacji polecamy zakup funduszy posiadających tureckie papiery dłużne, na przykład UniObligacje: Nowa Europa.

Naszym zdaniem, turbulencje na rynku akcji utrzymają się nieco dłużej niż na części obligacyjnej. Warto pamiętać też, że po kilku latach spadków lira turecka jest niedowartościowana do innych walut.

Najkorzystniejszy obecnie scenariusz dla Turcji to mniej komentarzy ze strony rządu i prezydenta Turcji. To powinno stopniowo przełożyć się na wzrosty - zarówno na rynku akcji jak i obligacji.

Komentarz Zbigniewa Jakubowskiego, wiceprezesa Union Investment TFI

banki